O tak, nie jesteśmy już w Tak – jesteśmy w Mae Sot

Wczorajszy dzień to nasze małe święto. Na trasie z Tak do Mae Sot na moim małym zielonym liczniku wybiło 1000 kilometrów! Ten dystans to jednak nic, w porównaniu z tym co czekało nas później. Wspinaczka pod górę… jedna wielka wspinaczka. Nie będę pisać, iż było łatwo. Było ciężko, nawet bardzo! Bez balastu byłoby trudno, a my jesteśmy obciążeni ok. 40kg bagażem. Najpierw niekończący (!!) się podjazd na górę… ufff… udało się. Naszym oczom, niczym fatamorgana na pustyni, Hilltribe Market. Jest to targ z warzywami i owocami od lokalnych farmerów, mieszczą się tam także gar-kuchnie, gdzie  zjedliśmy obiad i popedałowaliśmy dalej. Najpierw przez chwilę było fajnie, jechaliśmy w dóóóóóół, ale później znowu się zaczęło. Tym razem pod górkę i z górki… pod górkę i z górki. Za każdym razem mówiłam sobie – to na pewno już ostatnia. Wiele razy zeszłam ze swojego rowerka i pchałam go z całych sił. Piotr jechał niestrudzenie cały czas. To była ogromna walka. Mimo tak trudnego terenu wczorajszy wynik to 90 km. Dotarliśmy do Mae Sot i jesteśmy z siebie bardzo dumni. Świętujemy przejechane tysiąc kilometrów. Świętujemy zdobycie góry. Świętujemy czas spędzony w Tajlandii. Świętujemy ostatni dzień października.

DSC04243.JPG

DSC00278.JPG

DSC04241.JPG

dsc00282

dsc04245

Świętowanie tak nam się spodobało, że postanowiliśmy odpocząć i zostać w Mae Sot na dwie noce – zrobiliśmy przejażdżkę po okolicy. Objechaliśmy kilka miejsc poleconych przez naszą hostkę, w tym m. in. położoną na wzgórzu Pagodę – Phra That Hin Kio At Doi Din Chi, do której prowadziło kilkaset schodów. Widzieliśmy także lokalny targ rowerowy i okoliczne świątynie. Jutro wyruszamy w nieznane – wjeżdżamy do Birmy.

dsc04255

dsc04263

Sukhothai

W Sukhothai spędziliśmy aż dwie noce ze względu na park historyczny. Dawne Sukhothai nie ma nic wspólnego z dzisiejszym miastem. Dzieli je ok. 15 kilometrów. Warto odpocząć od miasta i wybrać się do miejsca pachnącego historią. Historczne Sukhothai zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. W obrębie  opuszczonego miasta, zachowało się około 40 watów. Poniżej kilka fotografii z odwiedzin w parku.

dsc04230

dsc00253

dsc00256

dsc04229Porównując miejsce, do tego co widzieliśmy w Ayutthaya trzeba przyznać, że jednak to Ayutthaya podobała nam się bardziej.

Phitsanulok

Nic innego jak duuuuże miasto w którym mieliśmy przyjemność nocować u wesołej tajskiej rodzinki z chińskimi korzeniami.  Nie sposób nie wspomnieć o tak pozytywnych ludziach, których napotkaliśmy na swojej drodze. Dzieci były w wieku 10 i 12 lat, a ich angielski był praktycznie perfekcyjny. Mówiły, że nauczyły się z YouTube’a. Ich ojciec niejednokrotnie, gdy czegoś nie rozumiał, pytał synów co to znaczy. Na pewno goście z różnych stron Świata pomogły chłopakom otworzyć się i rozwinąć skrzydła. Poza tym dzieciaki zrobiły show. Pokazały nam, jak wygląda tradycyjny tajski taniec. My także musieliśmy im coś zademonstrować, jedyne co potrafiliśmy to… polonez 😉

DSC04205.JPG

 

Budda Bike Project ;-)

Ostatnie trzy noce spędziliśmy… w domu buddy. Każdą w innym. Możemy już zacząć nadawać ranking swoim buddyjskim pokojom…. zacznijmy jednak od początku. Przemierzając tajskie wsie usłyszeliśmy muzykę dobiegającą ze świątyni, postanowiliśmy odwiedzić to miejsce. Od razu na nasze powitanie wkroczył mnich, który… porozumiewał się w języku angielskim. Od słowa do słowa zostaliśmy zaproszeni na noc w buddyjskiej chatce… drewniana chatka wyposażona jedynie w maty do spania była bardzo komfortowym miejscem. Zajmuje póki co numer pierwszy na liście. Zostaliśmy tam uraczeni wszystkim, co najlepsze.

dsc04180

Tej nocy jednak nie spaliśmy dobrze.

Nad ranem, a może w samym środku nocy, rozległ się przeraźliwy dźwięk. Bicie w gong… długie i nieprzerywane. Zerkam na zegarek, godzina 4:30… dlaczego? Korki w uszach nie pomagają. Czekamy, aż wszystko ustanie… na chwilę – w miejsce hałasu pojawiła się bardzo głośna tajska muzyka… i tak przez resztą poranka aż do 8 godziny. O tej porze usiedliśmy na podłodze z innymi ludźmi w dużej sali. Dostaliśmy po menażce ryżu od miejscowych. Jeden z mnichów instruował nas co należy zrobić. Pierwszą czynnością było wrzucenie po łyżce ryżu ze swojej menażki do większych naczyń. To samo później mieliśmy zrobić z wodą – odlać jej część do innych zbiorników. Były to produkty zbierane dla mnichów.

dsc00230Pojemników tych było 6 – 1 duży i 5 mniejszych. Szybka kalkulacja – mam menażkę pełną ryżu, ile mi zostanie jak odejmę 6 łyżek? NIC! Ważyliśmy każde ziarnko, gdyż myśleliśmy, że będzie to nasze śniadanie. Trochę się przeliczyliśmy… usiedliśmy na podłodze i reszta ryżu została zabrana. Byliśmy głodni. Czas na ceremonię. Do pomieszczenia weszło 7 mnichów. Udali się na podest. Po krótkiej ceremonii i kilku skłonach do podłogi mnisi zostali obsłużeni. Podano im śniadanie – ten sam ryż, który odsypaliśmy z menażek oraz wiele innych smakołyków ustawionych na dużych, okrągłych tacach. Nie muszę chyba dodawać, że byliśmy jeszcze bardziej głodni. Mnisi jedli, lud patrzył. Zjedli śniadanie, otrzymali deser. Lud patrzył. Gdy skończyli, odbyła się dalsza część ceremonii i wtedy dopiero mogliśmy przystąpić do spożywania śniadania. Mnich buddyjski cieszy się bardzo dużym szacunkiem. Zjawisko obserwowania kogoś siedzącego na podeście podczas jedzenia – dziwne, a zarazem ciekawe doświadczenie.

dsc04160dsc04169

Przed wyjazdem otrzymaliśmy od mnicha dowodzącego naszyjniki z buddą mające nas chronić przez niebezpieczeństwami i list polecający do przedstawiania w innych świątyniach. List w języku tajskim, z pieczątką – a jakże.

dsc04182

Następnego dnia zapytaliśmy o możliwość noclegu w innym wacie, ponieważ mieliśmy dobre wspomnienia z poprzednią świątynią. Cieszymy się, że mamy to już za sobą.  Miejsce noclegu to jakiś koszmar. Gnieździliśmy się w małym pokoiku pod baldachimem. Na ścianach pełno pajęczyn. Na korytarzu – graciarnia. Wspomnienia jednak pozostaną pozytywne, a wszystko dzięki ludziom, których spotykaliśmy.

dsc04193

Wczorajsza noc to kolejna noc w buddyjskim domu. Jak wspomniałam, to numer dwa na liście. Mieliśmy nocleg w sali o wielkości 35m2 wyposażonej w 10 wiatraków i podest. Nie wiem jak można nazwać to pomieszczenie, ale wiem doskonale do czego służy. Tym razem to my siedzieliśmy na podeście i jedliśmy kolację. Nikt nas nie obserwował oprócz kilku posągów buddy czających się w rogu.

 

Największy budda ever

Został nam polecony przez innego podróżnika jako największy Budda na Świecie. Musieliśmy zboczyć trochę ze swojej trasy. Obiekt znajduje się w odległości kilku kilometrów od Ang Thong, ale jest bardzo słabo oznakowany. Komunikacja z Tajami przebiega jak zwykle… „Where is Budda? B I G BUDDA?!” i próba wytłumaczenia tego za pomocą podniesionych rąk ukazujących rozmiar posągu w końcu przyniosła zamierzony skutek. Poznaliśmy położenie Świątyni, jednak nie byliśmy do końca pewni, czy dobrze zrozumieliśmy się z tubylcami. W pewnym momencie zwątpiliśmy, czy nie jedziemy bez celu i wybudziliśmy śpiącego pana – wskazał palcem na złoty posąg widoczny z daleka. „Najciemniej pod latarnią” 😉

dsc00163

Wjeżdżając na tren świątyni można mieć wrażenie, iż budda rzeczywiście przemawia. Dotarliśmy tam w porze obiadowej kiedy odbywała się akurat modlitwa. Tajski język płynący przez gramofony rozmieszczone na całym terenie i górujący nad nami złoty posąg sprawiały takie właśnie wrażenie.

dsc04103

Co można zrobić pod największym posągiem buddy na świecie? Pomacać go po palcu u stopy 😉

dsc00178

Ponadto na terenie świątyni znajduję się historia Tajlandii przedstawiona za pomocą kolorowych rzeźb.

dsc04120

Lopburi – miasto małp

Lopburi jest małym miasteczkiem słynącym z tego, że zamieszkują je małpy. O poranku szybko ruszyliśmy do centrum, by zobaczyć zwierzaki… Jest ich tam pełno! Wesoło huśtają się na kablach telefonicznych, radośnie biegają po uliczkach, iskają się obsiadując pobliskie murki. Największe skupisko można spotkać tuż przy świątyni – domy i sklepy ją otaczające są właściwie wyludnione.

Nie ma się czemu dziwić, o czym szybko się przekonałam jeszcze przed wejściem na teren świątyni. Popedałowałam do tych przemiłych zwierzątek, by zrobić im zdjęcie z bliska… nie zdążyłam. W czasie kiedy wyciągałam aparat fotograficzny z sakiewki zawieszonej na kierownicy przemiła małpka wgryzała się łapczywie w moją tylną sakwę. Ślady zostały do dzisiaj. Wcześniej zastanawiałam się dlaczego ten okropny pan biega dookoła z procą. Później widzieliśmy jeszcze kilku takich.

dsc00198

Małpy opanowały miasto – to jest pewne.  Podjęłam kolejną próbę sfotografowania małpek z bliska. W jednej ręce trzymałam okulary, w drugiej aparat… nie spodziewałam się, że małpiszon też chce wyglądać trendy w kolarskich okularkach. Wynik widać na niżej załączonym obrazku.

dsc00209

Piotra też próbowały ograbić – wspinając się po kole wprost do bagażu. Nie lękają się niczego, na przytupy pokazują swoje ostre zębiska i syczą jadowicie wcale nie zmieniając miejsca swojego położenia. Wystarczy naprawdę chwila nieuwagi i można zostać okradzionym przez… „kochaną małpkę”.

dsc04130

dsc04138

dsc00217

Zwiedzanie Ayutthaya

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od wizyty w szpitalu. Piotrek od przyjazdu miał infekcję paznokcia dużego palca u stopy, która zamiast przechodzić nasilała się coraz bardziej. Wizyta jak to wizyta, potrwać trochę musiała… jednak sprawą niecierpiącą zwłoki nie był problem z jakim się tam pojawił, lecz  robienie zdjęć. Najpierw ze wszystkimi pielęgniarzami, później każdym z osobna. Należało także porównać się wzrostem z Piotrkiem. Nie muszę chyba dodawać, iż sięgali mu do ramienia. Podczas szału fotografii Pani Doktor wpadła na szalony pomysł usunięcia paznokcia… Na szczęście paznokieć znajduje się na swoim miejscu. Piotr bierze antybiotyki. Za wizytę nie zapłacił nic, lekarstwa zostały opłacone przez tajską służbę zdrowia.

Następnie odwiedziliśmy wiele świątyń. Tego dnia z okazji urodzin matki króla, do wszystkich miejsc weszliśmy za „free”. Udaliśmy się także do Muzeum Łodzi Tajskich. Prowadzone jest przez starszą Panią. Po obejrzeniu można wrzucić pieniądze do skrzynki. Ayutthaya jest magicznym miejscem. Ciężko sobie wyobrazić iż tak wiele pięknych budowli znajduje się w tak malutkiej miejscowości. Poniżej kilka zdjęć.

dsc00108dsc04036dsc04053dsc04066dsc00142dsc00144dsc00148dsc04023dsc03975dsc04039