Do zobaczenia

Było fajnie, ale czas ruszać dalej. Witamy w stolicy – Kuala Lumpur. Jest to także największe miasto w kraju. Zabawiliśmy tu kilka dni zwiedzając okolice. Najbardziej charakterystyczna atrakcja są wieże Petronas, które bez problemu można dostrzec z każdego miejsca. W nocy wyglądają bajecznie – podziwialiśmy je z 32-go piętra wieżowca zlokalizowanego naprzeciwko. Wybraliśmy się także na Plac Merdeka i aby zobaczyć Główny Meczet w mieście. Około 63% społeczeństwa to muzułmanie. Jest to drugie państwo (za Wietnamem) jakie odwiedziliśmy, który nie jest zdominowane przez wyznawców filozofii buddyzmu.

Czas w Azji dobiega końca… minęło prawie pół roku odkąd jesteśmy w podroży. Tyle miała trwać cala nasza podróż, a my nadal jesteśmy tutaj. Spodobało się, oj spodobało… Na rowerach pokonaliśmy 7500 kilometrów oraz 1810 innymi środkami transportu. Unikaliśmy głównych dróg jak ognia. Jednak kiedy inaczej się nie dało dla własnego komfortu, a także nowych doświadczeń korzystaliśmy także z transportu wodnego, pociągowego, a nawet zdążyło nam się łapać ‘stopa’ wtedy, kiedy nie mogliśmy wybrać trasy innej niż główna. W sumie pokonaliśmy ok. 9160 kilometrów. Wyglądało to mniej więcej tak jak przedstawia mapa…

Dla mnie czas nie tylko w Azji się kończy.  Ze względu na sprawy prywatne oraz przedłużający się czas wyprawy muszę zakończyć swoja podróż właśnie Kuala Lumpur. Dnia 25 marca ja i Piotr opuściliśmy Malezję. Ja wróciłam do Polski, a Piotrek udał się do Nowej Zelandii… Oddaję mu pałeczkę głównego redaktora naszego małego pamiętniczka.

Z turystycznym pozdrowieniem dla wszystkich, którzy nas wspierają.

Reklamy

Witamy w Malezji – Georgetown

Miasto na wyspie Penang, wpisane w roku 2008 na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Za każdym rogiem można odkryć mural. Ciężko zdecydować, który najfajniejszy. Większość z nic to prace  Ernesta Zacharevica – emigranta z Litwy. Jego murale zdecydowanie wyróżniają się na tle innych.  Nasze zwiedzanie polegało na przemieszczaniu się po wąskich ulicach i rozglądaniu dokoła – czy aby na pewno nic nie przeoczymy. Miasto jest otwarte na kreatywnych twórców. Hotele, restauracje wpasowują się w ten klimat i zamiast reklam na świecących bilbordach tworzą nowe grafiki na ścianach. Na sam koniec posłużyliśmy się mapą. Zjedliśmy lunch z koreańska para rowerzystów, którzy zmierzają w tym samym kierunku co my – do Kuala Lumpur.

800 kilometrów później…

Przez ostatnie dni cały czas się przemieszczaliśmy by dotrzeć do Krabi. To właśnie tu czas na kilkudniowe wakacje i zasłużony odpoczynek kilka dni. Po kolei… zacznijmy od opuszczania Bangkoku. Pierwsze 40 kilometrów to wyjazd z miasta, kolejne 60 kilometrów wcale nie było lepiej. Trasa była plaska, ale jechaliśmy autostradą. Pobocze wprawdzie było dość szerokie, ale ten szum- samochody, autobusy, tiry. Znaleźliśmy na szczęście miejsce, by wyciszyć nasze umysły po tym ciężkim dniu. Spędziliśmy noc w wiosce Amphawa, w której znajdują się pływające markety. Są już dość popularne, ale wcale nie zaważyliśmy tam tłum turystów. Poza ciekawa forma położeniem, mogliśmy skosztować tam wielu przysmaków, których jeszcze nie sprawdziliśmy będąc w Tajlandii. To, co mi się tu podoba… wyśmienite jedzenie, które można odkryć na każdym rogu.

Kolejnego dnia odetchnęliśmy ponieważ znów mogliśmy przemieszczać się lokalnymi drogami, które tutaj są w idealnym stanie. Lokalna tajlandzka droga ma lepsza nawierzchnię niż przykładowo kambodżańska autostrada. Jechaliśmy coraz bliżej morza, by w  Hua Hin je odnaleźć. Od tamtej pory codziennie podczas trasy mogliśmy je podziwiać po naszej lewej stronie. Kiedy było za gorąco, zgadnijcie gdzie można było nas znaleźć?

Na swojej drodze spotkaliśmy kilkakrotnie małpki. Makaki, to te wredne istotki, które już kiedyś chciały pożreć moja sakwę oraz langury, zdecydowanie bardziej przyjazne stworzenia. Młode wyglądają jak pluszaki.

Kilka razy mieliśmy także do czynienia z Policją. Nic nie przeskrobaliśmy! Potrzebowaliśmy małej pomocy odnośnie noclegu. Spotkaliśmy nawet pana posterunkowego, który także dzielnie pedałuje po tajskich drogach. Oczywiście nie tak dzielnie jak my 😉

DSC08431.JPG

Dzisiaj dojechaliśmy do Ao Nang. Jest to miasteczko w prowincji Krabi. Stacjonujemy nad morzem , mamy zamiar zregenerować  trochę siły i odpocząć kilka dni w tym pięknym miejscu.